- Proszę cię, przestań. - krzyczała Carly, kiedy ojciec ponownie uderzył ją w twarz.
Ojciec nigdy nie lubił gdy ktoś na niego podnosi głos, a tym bardziej ja, jego córka.
- Mamo pomóż mi. - powiedziałam bezgłośnie spoglądając zapłakanymi
oczami prosto na nią obserwującą z kuchni całą tą sytuację. Wiedziałam że nie może nic zrobić, bo jeszcze jej by się dostało a ja tego bardzo nie chciałam. Wolałam abym to ja była workiem treningowym kiedy ojciec jest pod wpływem alkoholu albo zły. Kocham swoją matkę i nie mam jej za złe tego co się dzieje praktycznie na co dzień. Nie miała już siły, poddała się. Nie potrafiła z nim walczyć, jest zbyt słabą osobą. Zanosiła się płaczem kiedy Edward chwycił ją za głowę i z całej siły uderzył o ścianę. Puścił ją, nareszcie ją puścił. Ale to chyba było już za późno. Córka osunęła się po ścianie upadając na podłogę.
- Jesteś śmiecie, zapamiętaj to sobie. I nigdy więcej nie podnoś na mnie głosu. - wybełkotał i ostatni ras kopnął mnie w brzuch. Skierował się do drzwi wyjściowych zatrzaskując drzwi. Dzięki Bogu, skończyło się. Rodzicielka podbiegła do córki przytulając iprzepraszając.
-Skarbie, przepraszam Cię. Skarbie tak bardzo Cię przepraszam. - płakała mi
nad głową.
- Mamo, nic się nie stało! Naprawdę. - odpowiedziałam przytulając się do niej z całej swojej siły. Matka pomogła mi wstać z podłogi i zaprowadziła mnie do swojego pokoju. Położyła mnie na łóżku za co jej bardzo podziękowałam. Ucałowała mnie w czoło i jeszcze raz przeprosiła. Wyszła. Płakałam w poduszkę bo nic innego mi nie pozostało w życiu. Wstałam z łóżka i skierowałam się do łazienki która znajdowała się w moim pokoju.
Łazienka:
Pokój:
Może to wszystko wygląda jak dla małego dziecka ale to pewnie dlatego że moje myśli cały czas krążą w tym jak byłam małą dziewczyną bez problemów. Gdzie tatuś mój tatuś nigdy by mnie nie skrzywdził. Nigdy nie podniósł na mnie reki. Nigdy nie skrzywdził muchy. Gdzie się on podział? Nie wiem. Będąc w łazience spojrzałam w lusterko gdzie widziałam przez zamazane oczy przez płacz. Policzki były zalane czarnymi łzami od tuszu do rzęs. Nie mogę na siebie patrzeć. Jestem bezużytecznym śmieciem. Wyciągnęłam z szufladki żyletkę to ona towarzyszy mi przez większą połowę mojego życia. Zrobiłam mocne nacięcia w okolicach nadgarstka i od razu poczułam ulgę. Tak jakby wszystko ze mnie zeszło. Schowałam żyletkę w bezpieczne miejsce i odkręciłam wodę. Przemyłam twarz i zmyłam makijaż. Wytarłam twarz delikatnie w ręcznik. Wyszłam z łazienki i skierowałam się na parapet, gdzie zawsze siedzę aby obserwować ludzi, ludzi uśmiechniętych i cieszących się swoim życie tak jak ja kiedyś. Wyciągnęłam swój pamiętniczek piszę w nim od kąt pamiętam.
Myślałam że teraz kiedy się tu przeprowadziłam tu do Los Angeles moje życie się zmieni! Jednak jest tak samo jak kiedyś. Jestem bezużytecznym śmieciem. Te słowa krążą cały czas w mojej głowie. Moja psychika jest całkiem zniszczona. Nie uda mi się jej naprawić. Dlaczego nie możesz być teraz przy mnie? Wiem że to nie realne ale.. nie to nie realne! Może lepiej by było jak bym skończyła to, było by wam lepiej beze mnie. Tak myślę, tak powinno się stać. Było by wam łatwiej. Kocham Cię Justin. XOXO


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz